Spot na YouTube robi jedno studio, posty drugie, a aplikację zespół programistów. Każdy animuje po swojemu. W spocie logo rozsypuje się w cząsteczki, w poście wjeżdża z boku, w aplikacji przyciski sprężynują przy każdym dotknięciu. Kolory i kroje się zgadzają, a marka i tak wygląda jak trzy różne firmy.
Motion guidelines robią dla ruchu to, co księga znaku robi dla logo. Zapisują decyzje, które inaczej każdy animator podejmuje sam.
Co zawierają
- Charakter ruchu: dwa, trzy słowa, które go opisują, i przykłady.
- Tempo: czasy trwania krótkich, średnich i długich ruchów, w milisekundach dla interfejsu i w klatkach dla filmu.
- Krzywe: easing zapisany liczbami, które animator i programista wpiszą u siebie.
- Wejścia, wyjścia i przejścia: jak pojawiają się tekst, zdjęcia, wykresy i ikony.
- Animacja logo: wersje i miejsca użycia.
- Zakazy: czego marka nie robi, np. nie obraca logo i nie sięga po efekty z szablonów.
- Pliki: szablony do programów do animacji, gotowe animacje w Lottie i przykładowe filmy.
Zwykle są rozdziałem brandbooka albo osobnym dokumentem. W firmach, które mają design system, czasy i krzywe trafiają do niego jako zmienne w kodzie. Zmiana tempa w jednym miejscu zmienia je wtedy w całej aplikacji.
Ruch a dostępność
Zasady ruchu muszą uwzględniać osoby, którym animacje przeszkadzają, np. przy zaburzeniach błędnika. Strona i aplikacja reagują na systemowe ustawienie ograniczenia ruchu, a nic nie miga częściej niż trzy razy na sekundę. Ten drugi limit wynika wprost ze standardu WCAG, czyli zasad dostępności cyfrowej.
Kto ich potrzebuje
Firma, która robi jeden film rocznie, nie potrzebuje osobnego dokumentu. Wystarczy animacja logo i kilka zasad w brandbooku. Osobne motion guidelines mają sens, gdy ruch robi kilka zespołów naraz: agencja, studio wideo i programiści aplikacji.