Długopis z nadrukiem, pasek z logo partnerów na dole plakatu, etykieta na małej fiolce, stopka maila. W takich miejscach logo jest naprawdę małe i tam wychodzi, ile jest warte. Cienkie linie znikają, hasło pod nazwą zlewa się w szarą kreskę, a sygnet robi się plamą.
Wielkość minimalna to granica, poniżej której nie wolno zmniejszać znaku. Projektant wyznacza ją próbami: drukuje logo w coraz mniejszych rozmiarach, ogląda je na ekranach i sprawdza, kiedy przestaje być czytelne. Wynik trafia do księgi znaku obok pola ochronnego.
Gdy miejsca jest mniej
Czasem miejsca po prostu nie ma. Wtedy nie zmniejsza się pełnej wersji na siłę, tylko sięga po prostszą: bez hasła, w jednej linii albo sam sygnet. Dobrze zaprojektowany znak ma takie wersje przygotowane z góry i na tym polega logo responsywne. Najmniejsza z nich trafia do faviconu.
Technika też ma znaczenie
To samo logo w tym samym rozmiarze wygląda inaczej w druku na gładkim papierze, na tekturze falistej i w hafcie. Nitka ma swoją grubość, a farba na chłonnym materiale się rozlewa. Jeśli logo będzie często trafiać na odzież albo opakowania zbiorcze, ustal dla tych technik osobne minimum, najlepiej po próbie u wykonawcy.