WordPress powstał jako narzędzie do blogów. Dziś działa na nim duża część stron w internecie, od wizytówek po sklepy i serwisy dużych marek. Dla klientów robimy strony głównie na nim, bo dział marketingu ma sam zmieniać treści, bez dzwonienia do agencji.
Wtyczek są dziesiątki tysięcy, od formularzy i wersji językowych po SEO i sklep na WooCommerce. To siła WordPressa i zarazem jego największe ryzyko.
Gotowy motyw czy własny
Gotowy motyw z kreatorem stron kusi ceną i setką opcji. Rachunek przychodzi później. Strona ładuje kod funkcji, których nie używa, więc działa wolniej. Każda aktualizacja kreatora może rozsypać układ. A gdy po latach firma chce zmienić motyw, okazuje się, że treść jest zaszyta w blokach kreatora i trzeba przebudować wszystkie podstrony.
Dlatego budujemy własny motyw pod projekt, bez gotowych szablonów. Strona ładuje tylko to, czego używa, a redaktor dostaje bloki zaprojektowane pod markę zamiast setki opcji.
Bezpieczeństwo
WordPress jest popularny, więc często pada celem ataków. Większość luk nie dotyczy samego rdzenia, tylko wtyczek i motywów, zwłaszcza porzuconych przez autorów. Strona może dobrze wyglądać, a jednocześnie da się do niej włamać przez wtyczkę, której nikt nie aktualizował od lat.
Bezpieczny WordPress to mało wtyczek, regularne aktualizacje, kopie zapasowe trzymane poza serwerem, logowanie z drugim składnikiem i porządny hosting. O to dba się przez cały czas życia strony, nie raz przy wdrożeniu.
Nie każda strona potrzebuje WordPressa. Gdy treść zmienia się rzadko albo edytuje ją zespół techniczny, lepszym wyborem bywa strona statyczna. Gdy te same treści mają trafiać na stronę, do aplikacji i na ekrany, sprawdza się CMS typu headless.