Przed świętami trzeba zmienić na stronie godziny otwarcia. Bez CMS-a marketing pisze maila do agencji, agencja wycenia poprawkę, a programista znajduje czas w przyszłym tygodniu. Z CMS-em tę samą zmianę w dwie minuty robi osoba, która wie, co ma się zmienić.
CMS oddziela treść od wyglądu. Teksty, zdjęcia i dane produktów leżą w bazie danych, a szablony decydują, jak to wszystko wygląda na stronie.
Trzy podejścia
- Klasyczny CMS, taki jak WordPress. Panel i strona działają na jednym serwerze. To najczęstszy wybór przy stronach firmowych.
- Headless CMS. Panel tylko przechowuje treść, a stronę albo aplikację buduje osobny front-end, który pobiera ją przez API. Ma sens, gdy te same treści trafiają na stronę, do aplikacji i na ekrany w salonach.
- Bez CMS-a. Treść leży w plikach, a generator buduje z nich stronę statyczną. To wygodne dla zespołu, który i tak pracuje z kodem, ale nie dla działu marketingu.
Panel na miarę zespołu
Wybór CMS-a zaczynamy od pytania, kto będzie edytował stronę i jak często. Dział marketingu, który co tydzień publikuje aktualności i zmienia banery, potrzebuje panelu prostego jak edytor tekstu. Do tego dochodzą wersje językowe, integracje z CRM-em albo ERP-em i pytanie, kto będzie aktualizował system.
Druga sprawa to granice swobody. Panel, w którym da się zrobić wszystko, po roku daje stronę, na której każda podstrona wygląda inaczej. Dlatego panel składamy z gotowych bloków zaprojektowanych pod markę, podobnie jak komponenty w design systemie. Redaktor wybiera sekcję i wpisuje treść, a układ, kolory i typografia pilnują się same.
Do panelu dokładamy szkolenie i instrukcję. Przy serwisie Dawtony dla gastronomii instrukcja ma 16 rozdziałów.