Pacjentka otwiera stronę kliniki na telefonie i chce nacisnąć „Umów wizytę”. W ostatniej chwili nad przyciskiem doładowuje się baner i palec trafia w coś innego. Strona dalej się wczytuje, więc pacjentka zamyka kartę i dzwoni do innej kliniki. Core Web Vitals mierzą właśnie takie sytuacje, tylko w liczbach.
Trzy wskaźniki
- LCP (Largest Contentful Paint) mówi, po jakim czasie pojawia się największy element w pierwszym widoku, zwykle zdjęcie albo nagłówek sekcji hero. Najczęściej psują go ciężkie zdjęcia i wolny hosting.
- INP (Interaction to Next Paint) mierzy, jak szybko strona reaguje na naciśnięcie, kliknięcie albo wpisanie tekstu. Zastąpił starszy wskaźnik FID. Psują go ciężkie skrypty: czaty, piksele reklamowe, rozbudowane kreatory stron.
- CLS (Cumulative Layout Shift) liczy, jak bardzo elementy przesuwają się podczas ładowania. Psują go zdjęcia bez zapisanych wymiarów, doładowywane banery i fonty, które podmieniają się po chwili.
Skąd brać wyniki
Google bierze pod uwagę dane od prawdziwych użytkowników Chrome, zbierane w raporcie CrUX. Widać je w Search Console i w PageSpeed Insights. Test Lighthouse to pomiar laboratoryjny w symulowanych warunkach. Pomaga szukać przyczyn, ale wynik 100/100 w teście nie znaczy, że strona przechodzi Core Web Vitals u ludzi na słabszych telefonach. Mała strona może tych danych nie mieć wcale, bo ma za mało wizyt.
Ile to waży
Core Web Vitals to jeden z sygnałów, które Google bierze pod uwagę przy ocenie stron (SEO), ale nie wygrają z treścią, która lepiej odpowiada na pytanie. Ważniejszy jest zwykły rachunek: wolna strona traci ludzi, zanim cokolwiek przeczytają.
Większość poprawek to praca front-endu, a najtaniej zaplanować je w projekcie. Lżejsze zdjęcie w sekcji hero albo rezygnacja z trzeciego skryptu śledzącego kosztują mniej niż przebudowa gotowej strony. To samo dotyczy efektów takich jak WebGL: ciężką scenę 3D ładuje się dopiero wtedy, gdy ktoś do niej dotrze.