Do animacji 3D nie potrzeba gotowego produktu. Wystarczą pliki, z których produkt powstaje. Producent maszyn ma modele z działu konstrukcyjnego, producent żywności ma pliki etykiet i wymiary opakowań. Z tego da się zbudować scenę, w której kamera wjeżdża do wnętrza urządzenia, obudowa rozkłada się na części, a nowość pokazuje się, zanim zjedzie z linii. Animacje premier dla DCX, producenta chłodzenia cieczą do centrów danych AI, zbudowaliśmy właśnie z plików konstrukcyjnych.
Takich plików nie wrzuca się do animacji wprost. Modele z programów CAD mają mnóstwo detali, których nikt nie zobaczy, i nie mają materiałów gotowych do renderu. Trzeba je zamienić na siatkę, odchudzić i nadać powierzchniom wygląd metalu, plastiku czy szkła. Potem dochodzą światło, kamera, ruch i render, czyli liczenie każdej klatki osobno.
Ruch dobrany do produktu
Klient nie zamawia renderów, tylko efekt: produkt ma wyglądać apetycznie, solidnie albo nowocześnie, a marka młodziej. Dlatego ruch ustawiamy ręcznie, pod konkretny produkt. Ciężka maszyna rusza powoli i z masą. Puszka napoju może podskoczyć. Kamerę i tempo sprawdza się najpierw na animatiku.
Generator wideo zrobi dziś efektowny film z produktem w kilka minut. Nie gwarantuje jednak, że kształt opakowania, etykieta i proporcje będą zgodne z tym, co stoi na półce. Model zbudowany z plików producenta pokazuje produkt taki, jaki jest.
Kiedy ma sens, a kiedy nie
Animacja 3D opłaca się, gdy trzeba pokazać mechanizm, przekrój albo proces, gdy produkt ma wiele wariantów albo gdy ta sama scena posłuży do filmu, packshotów i modelu do obracania na stronie w WebGL. Nie opłaca się, gdy chodzi o ludzi, emocje i atmosferę miejsca. Wtedy lepsza jest kamera.