Słowo pochodzi z drukarni. Akcydensami drukarze nazywali drobne druki użytkowe, czyli prawie wszystko poza książkami i prasą: formularze, zaproszenia, etykiety, wizytówki. W brandingu tak nazywa się materiały, z których firma korzysta na co dzień.
Siła akcydensów polega na tym, że są wszędzie. Wizytówka zostaje u klienta po spotkaniu. Oferta przychodzi w teczce. Umowa wychodzi na papierze firmowym. Jeśli każda z tych rzeczy wygląda inaczej, bo zamawiano je w różnych drukarniach i w różnych latach, firma sprawia wrażenie mniej poukładanej, niż jest naprawdę.
Co zwykle wchodzi w zestaw
- wizytówki,
- papier firmowy do druku i jako szablon w Wordzie albo Google Docs,
- koperty i teczki ofertowe,
- notesy, identyfikatory, naklejki,
- stopka mailowa, która drukiem nie jest, ale projektuje się ją razem z resztą.
O czym łatwo zapomnieć
Papier firmowy często drukuje się w biurze, prosto z edytora tekstu. Większość biurowych drukarek zostawia przy krawędzi biały pas, więc tło na spad wyjdzie tam z białą ramką. Wersja do biura potrzebuje elementów odsuniętych od brzegów.
Wizytówki zamawia się dla wielu osób, często przez lata. Wzór musi mieć stałe miejsca na imię, stanowisko i dane, a pliki muszą pozwalać na wpisanie nowej osoby bez projektowania od nowa.
Decyzje o papierze i wykończeniu najlepiej podjąć raz i zapisać: gramatura, rodzaj kartonu, uszlachetnienia takie jak tłoczenie czy złocenie. Wtedy dodruk po roku wygląda tak samo jak pierwszy nakład.
Akcydensy a materiały sprzedażowe
Akcydensy obsługują codzienną pracę i zmieniają się rzadko. Jeden wzór wizytówki służy latami. Materiały sprzedażowe, jak katalogi, ulotki czy oferty, zmieniają się razem z produktami, cenami i kampaniami. Dlatego akcydensy projektuje się razem z identyfikacją wizualną, a materiały sprzedażowe lepiej budować z szablonów, w których zespół sam podmieni ceny i zdjęcia.