Na pierwszym spotkaniu pada zdanie: „Chcemy, żeby było nowocześnie, ale ciepło”. Prezes widzi drewno i dużo światła. Marketing widzi pastele i zaokrąglone kształty. Grafik widzi jeszcze coś innego. Wszyscy zgadzają się z tym zdaniem i każdy myśli o czymś innym.
Moodboard pozwala to sprawdzić na obrazach, zanim ktokolwiek zacznie projektować. Zamiast przymiotników na stole leżą konkrety: ten kolor tak, to zdjęcie za zimne, ta typografia za bardzo luksusowa.
Kiedy powstaje
Moodboard powstaje na początku projektu identyfikacji, strony albo kampanii: po briefie i strategii marki, a przed pierwszymi projektami. Przy Novicare dwa moodboardy pokazaliśmy po warsztatach, a klient wybrał spokojniejszy kierunek, z medycznym niebieskim i beżem.
Moodboard nie musi kończyć się wyborem jednej tablicy. Przy marce Made in Podlasie klient wziął kolory z pierwszego kierunku, a sposób rysowania wzorów z drugiego. Przy Design Optyk na moodboardzie odpadło złoto, typowe dla luksusu. Taka decyzja kosztuje godzinę rozmowy. Ta sama decyzja podjęta po projekcie logo i key visualu kosztuje tygodnie pracy.
Na co uważać
Moodboard to kierunek, a nie gotowy projekt. Pokazuje nastrój, ale nie mówi, jak będzie wyglądało logo czy strona.
Łatwo też zakochać się w cudzych pracach. Na tablicę trafiają realizacje znanych marek, dopracowane i sfotografowane w najlepszym świetle. Potem własny projekt przegrywa z nimi w porównaniu, choć powstaje dla innej firmy, z innym budżetem i w innym czasie. Albo ktoś prosi, żeby zrobić „tak samo”. Z moodboardu bierze się kierunek: temperaturę kolorów, rodzaj zdjęć, ilość wolnego miejsca. Gotowe rozwiązania zostają u ich autorów.
Najmniej wart jest moodboard ułożony pod gust zarządu. Przy każdym obrazku pytanie brzmi: czy to pasuje do tego, co marka ma mówić swoim klientom?