Agencja składa katalog w kroju pisma, który dobrze pasuje do marki. Licencję kupuje na swoje komputery. Rok później firma zamawia stronę w tym samym kroju, a marketing chce w nim robić prezentacje. Wtedy wychodzi, że licencja agencji nie obejmuje ani strony, ani komputerów w firmie.
Producenci traktują plik fontu jak oprogramowanie. Zakres tego, co wolno z nim robić, opisuje umowa licencyjna. Każdy producent pisze ją po swojemu, więc dwa podobne kroje mogą mieć zupełnie inne warunki.
Rodzaje licencji
- Desktop. Font instalujesz na komputerach i używasz go w programach: do składu katalogu, w logo, w prezentacjach. Zwykle liczy się liczba stanowisk.
- Web. Font jest osadzony na stronie i wczytuje się w przeglądarce każdego odwiedzającego. Licencja zależy najczęściej od liczby odsłon albo domen.
- Aplikacje. Font jest wbudowany w aplikację mobilną lub program, który trafia do użytkowników.
- E-booki. Font jest osadzony w publikacji elektronicznej, np. w e-booku w formacie EPUB.
Jedni producenci sprzedają pakiet na wszystkie zastosowania, inni liczą każde osobno. Dlatego krój do identyfikacji wybiera się razem z licencją na wszystkie miejsca, w których marka będzie go używać: druk, stronę, aplikację i szablony dla zespołu. Na naszej stronie projektu HomeKoncept krój marki Aktiv Grotesk Ex widać tylko na zdjęciach materiałów, bo to krój licencjonowany.
Fonty na licencjach otwartych
Kroje z Google Fonts są udostępniane na licencjach otwartych, najczęściej SIL Open Font License. Takiego fontu wolno używać komercyjnie: w druku, na stronie, w aplikacji i w logo. Nie wolno sprzedawać samego pliku fontu. W firmie, w której materiały przygotowuje dużo ludzi na różnych komputerach, to często rozsądny wybór, bo nikt nie musi liczyć stanowisk.
Fonty z niepewnych źródeł
Serwisy z „darmowymi czcionkami” często udostępniają kroje bez zgody autora albo z licencją tylko do użytku prywatnego. Font osadzony na stronie widać w kodzie, więc producent łatwo sprawdzi, jakiego kroju używa strona. Druga pułapka jest bardziej przyziemna: darmowe kroje często nie mają polskich znaków. Brak „ą” albo „ł” wychodzi wtedy przy pierwszym nagłówku po polsku. Jeśli nie wiesz, na jakiej licencji jest font, przyjmij, że jej nie masz.