Logo ma kilkanaście lat. Klienci je znają, jest na hali, na samochodach i na tysiącach kartonów. Tyle że rysował je ktoś na szybko. Cienkie linie giną w stopce maila, gradientu nie da się wyhaftować, a nazwa jest wpisana fontem z edytora tekstu. Wyrzucić szkoda, bo ludzie je rozpoznają. Zostawić też szkoda, bo codziennie trochę psuje wrażenie. Przy Hana Design odręczne „hana” pisane cienką linią nie zawsze było czytelne, a jedyną wersję logo trudno było zmieścić na teczce, aucie czy w nagłówku strony.
Lifting to wyjście pośrednie. Zostaje to, co ludzie pamiętają: kształt, układ, główny kolor. Zmienia się wykonanie.
Co się zmienia
- rysunek liter, odstępy i grubości,
- proporcje między sygnetem a napisem,
- odcienie kolorów i ich zapisy do druku i na ekran,
- detale, które nie przeżywają zmniejszenia ani druku w jednym kolorze,
- komplet wersji: pozioma, pionowa, achromatyczna, w kontrze, uproszczona.
Dobry lifting najlepiej widać, gdy postawi się stary i nowy znak obok siebie. Ktoś, kto ich nie porównuje, może zmiany w ogóle nie zauważyć. I o to chodzi.
Lifting czy rebranding
Lifting poprawia wykonanie znaku. Rebranding zmienia to, jak firma się przedstawia: pozycję, komunikację, całą identyfikację, czasem nazwę. Jeśli firma zmieniła ofertę, klientów albo ambicje, sam lifting nie wystarczy. Odświeżone logo nie naprawi marki, której klienci nie rozumieją.
Wymiana starego znaku
Po projekcie zostaje wymiana. Stare logo siedzi w szablonach ofert, stopkach maili, na stronach partnerów i w plikach drukarni. Zanim nowa wersja wejdzie do obiegu, zrób listę punktów styku i ustal kolejność wymiany. Inaczej długo będą krążyć dwa logo naraz.